Blog

Zapraszam na mój blog Obserwator Toruński

W tym numerze

Zbudujmy sobie Labirynt!

Wszystko, wszystko mamy w naszym pięknym Toruniu!
...brakuje nam tylko Labiryntu.

Swego czasu statystycy zajmujący się miastem idealnym stwierdzili, że wspaniałe miasto to takie skupisko istot ludzkich, które ma 200 tysięcy mieszkańców. Ni mniej ni więcej, a właśnie tyle. A Toruń ma właśnie tą magiczną liczbę stałych przebywaczy!

I nawet jest w tej idealności bardziej od innych doskonały, bo obecnie i, jak mówią prognozy za rok także (jeśli w międzyczasie nam na tydzień światła nie wyłączą!), dokładnie jest i będzie 205 tysięcy obywateli miasta naszego.

Dodatkowe trzydzieści pięć tysięcy studentów się nie liczy, bo oni tylko stanowią o urodzie naszego skupiska i jako - przyznajemy, że dość liczny - ale jednak tylko i wyłącznie element ozdobny - dość zresztą niestały w toruńskim zamieszkaniu - pod uwagę w tym względzie brany być nie może.

Dlaczego akurat te 200 tys. jest akurat takie ważne? Otóż uczeni w statystyce dowiedli, że w takim dokładnie licznym organizmie miejskim opłaca się zainstalować wszystkie urządzenia techniczne i społeczne w jakie powinno być wyposażone współczesne miasto idealne.

I tak sprawdzając czy Toruń ma to, co mieć powinien idealny gród, liczymy:

  • Porządne centrum z ratuszem jest? JEST!
  • Własny teatr, a nawet trzy (w tym jeden w rozbudowie!), za dużo muzeów oraz nieco zabytków są? SĄ!
  • Miejska Uczelnia; jaka jest każdy widzi, ale w mieście jest? TKWI!
  • Port jakiś; dawniej dalekomorski, a teraz tylko marny nam się ostał choć Drzewny, (ale w pobliżu wiadomych akademików!) czy jest? TRWA!
  • Orkiestra symfoniczna, dopiero co powstała stąd na cienkich nóżkach i rachityczna ci ona, jest? GRA!

Brakujące nam elementy jak parkingi podziemne, solidne drogi, ruchome chodniki, porządne centrum kongresowe czy nie mniej piękne centrum sztuki współczesnej oraz dodatkowy most mamy przez Magistrat przyobiecane i według naszego wielkiego prezydenta (przeszło dwa metry wzrostu!) są w fazie intensywnych rozmyślań, albo i nawet budowy... . Czyli SĄ.

Nawet własną, ogólnoświatową rozgłośnię radiowo-telewizyjną (o paru lokalnych nie wspominając!) mamy, czym nie każde miasto może się dumnie pochwalić! Sprawia nam ona (ta nagłośnia) wiele pożytków. A to sympatyczny nasz premier bez krawata do nas przyjedzie, a to minister do mikrofonu oficjalnie coś chlapnie... .

O drobnych kłopocikach inteligentnie nie wspominamy, gdyż już tak jest na tym świecie urządzone, że nie ma rzeczy idealnych! - Oczywiście oprócz idealnego miasta, jakim w powszechnej opinii jest nasz zapyziały Toruń. Dlaczego aż tak obrazowym epitetem pokalałem nasze gniazdo, nie po raz pierwszy zresztą niestety?!
- Otóż, mogę tak napisać! ...gdyż do pełni szczęścia brakuje nam dolegliwie a tylko i wyłącznie L a b i r y n t u !

Kiedy spaceruję po mieście i zaglądam w twarze naszych smutnych ludzi (obcokrajowcy co raz nam ten smutek i brak luzu wypominają!), ten istotny brak jest dla mnie coraz bardziej widoczny i coraz bardziej niepokojący.

Bo jakże to my tak dalej na pusto w naszym pięknym grodzie żyć będziemy, bez tego urządzenia i technicznego i społecznego zarazem, które nam aż tak niezbędne do pełnego szczęścia moim nieskromnym zdaniem jest?!

Żeby uświadomić szerokim rzeszom obywateli toruńskich (a może nawet i obywatelom innych miast?) jak bardzo bolesna jest to strata - to nieposiadanie Labiryntu - najpierw zanim go zbudujemy musimy zapoznać się z jego ideą. Ideą PRAWDZIWEGO LABIRYNTU.

Nam przecież nie chodzi o byle jak, naprędce sklecony pospolity labirynt. Taki to mogą sobie Anglicy albo inni Amerykanie choćby i na plaży budować. - Bo i taki labirynt można z bidy - jak to w Ameryce - mieć.

A nam torunianom, nam chodzi o PRAWDZIWY LABIRYNT!

A obecna inicjatywa jest tym ważniejsza, że gdzie indziej takie labirynty masowo istnieją a u nas w mieście jak na złość żadnego. Mało tego, u nas w całej Polszcze nawet najmniejszego labiryntu nie uświadczysz! Ten skandaliczny brak należy czym prędzej uzupełnić, bo nie na darmo napisałem o stratach z tytułu jego nieposiadania.

A wszystko się wzięło z tego, że ciągle się papla w tych naszych lokalnych mediach o tym, że turysta do Torunia przyjeżdża na dwie godziny a potem przerażony różnymi rzeczami - o których być może innym razem szczegółowo opowiem - ucieka od nas czym najprędzej!

A taki Labirynt zatrzymałby tego szybkiego turystę na dłużej. W zależności od naszych ambicji i wyłożonej kasy na tą inwestycję taki turysta mógłby zostać na dodatkowe cztery godziny dłużej! A gdyby Labirynt był nieco większy lub - w przypadku jego mikroskopijności - gdyby go otwierać dopiero po południu, to onże pożądany gość musiałby i na noc w mieście się zatrzymać musowo swoje ojro czy inne talary w zamian zostawiając!

Tak więc gdyby ten labirynt był wystarczającej wielkości, opłacałoby się wokół niego pobudować całą - wielce zyskowną przecież - infrastrukturę. Moja bujna wyobraźnia podpowiada mi, że może tu chodzić na ten przykład choćby i o hoteliki, pensjonaty czy sieć barów szybkiej obsługi przed wejściem i wyjściem do Labiryntu chytrze rozmieszczonych.

Czyste toalety (jak to u nas wysoko płatne) też by się wtedy natychmiast przydały... .

Niemniej jednak oddając do użytku ideę LABIRYNTU PRAWDZIWEGO wcale nie miałem - ani też nie mam - na myśli tylko i wyłącznie merkantylnej strony przedsięwzięcia! ...chociaż wartkiego napływu gotówki nikt nie powinien lekceważyć.

Nam obecnie chodzi o aspekt duchowy, o niematerialną stronę przedsięwzięcia, które pozwoliłoby nam, mieszkańcom miasta Torunia jako pierwszym w kraju wspiąć się na niespotykane dotąd wyżyny. I wcale mi nie rozchodzi się o to, że Toruń na plackowatym terenie leży. A leży nie tylko pod tym względem. Chodzi o wyżyny duchowe.

W sytuacji bezprzykładnego rozwoju, jakiemu obecnie podlega miasto (przed chwilą znowu oddano do użytku kolejne nieudane rondo!), nasz town mając zamożnych mieszkańców (będą jeszcze tego porażające przykłady!) winien intensywniej pomyśleć o swym duchowym rozwoju, bo materialnie już sporo mamy. Przynajmniej co poniektórzy mają.

A warto nadmienić, że być może normalni ludzie z Bydgoskiego czy Rubinkowa nie zdążyli się jeszcze dowiedzieć o dyskretnym uroku Nowych Przedmieść, które po cichutku magicznym sposobem nie wiadomo z czego i za co wyrosły.

Czy Obywatele Miasta Torunia każdy z Was widział tajemniczo szybko wyrosłe przedmieścia pełne eleganckich domów krytych tłustą karpiówką (lub dla odmiany mnich-mniszką!) z trzema garażami każdy i automatycznym zraszaniem, ogrzewaniem i doświetlaniem terenów przyległych każdy?!

Czy wszyscy starannie zauważyli, te rozległe pola golfowe, tereny walki paintballowej czy coraz większe obszary uliczne wysoko grodzone z nieodłączną tabliczką "Teren prywatny - osobom obcym wstęp surowo wzbroniony!"
- O podtoruńskich historycznych pałacach zasiedlonych przez nowych właścicieli nie wspomnę... .

O rozległą rezydencję z rzucającym się w oczy 30 metrowym masztem flagowym obcego mocarstwa w podtoruńskich lasach schowaną (jak to w świetle prawa jest możliwe zbudowanie takiego gmachu w szczerym lesie?! - głupio się nawet nie zapytuję... . Tak! Tak!

Nie zapytuję się przecież o te skromne 500 metrowe domiki wyposażone ciężką pracą jak należy w skomplikowane systemy kamer oraz ciżbę ogrodników (He! He!) z mikrofalówkami dyskretnie umieszczonymi przy uchach... .

Czy my obywatele miasta Torunia, a teraz OSOBY OBCE (u siebie zresztą!) wszystko to zauważyliśmy?! Czy widzimy kto tak naprawdę skorzystał z owoców bezkrwawej rewolucji przeprowadzonej lat temu kilkanaście tymi ręcyma z wielkimi nadziejami na dobre dla nas i mas także rezultaty?!

Jeśli do kogoś ta wielce poruszającą wiadomość w p e ł n i nie dotarła to radzę czym prędzej udać się na wycieczkę krajoznawczą wokół Torunia. Oprócz pożytku poznawczego zajęcie to krzepiące na zdrowiu będzie po świątecznym objadaniu się!

I proszę nie liczyć na to, że z gospodarzami tych zamożności da się pogadać. Biegające tam rotwailery mają moc przekonywania do szybkiego oddalania się, o jakim się nie tylko nam samym ale i nawet starożytnym wuefistom nie śniło... .

I do tego te supernowoczesne biznesy o zapierającym dech dizajnie! I jeszcze rozległe centra logistyczne wymagające do obsługi tylko trzech ludzi na cztery zmiany... .

Mając więc zamożność w kieszeni, smakołyki w brzuchach i godziwe dachy nad głową zajmijmy się strawą dla ducha, która ma tyleż fizyczny co i duchowy charakter. Zajmijmy się wreszcie bez zwłok tym Labiryntem! ...a dokładniej PRAWDZIWYM LABIRYNTEM.

Aby nieco staranniej przybliżyć Osobom Zainteresowanym czym jest PRAWDZIWY LABIRYNT trzeba cofnąć się - jak zwykle we wszystkich poważniejszych wypadkach - do samej starożytności i - dla równowagi - nieco bliżej też.

Jak wszystkim a powszechnie wiadomo - mimo wprowadzających nas w błąd informacji - istnieją tylko dwa rodzaje labiryntów. Powtarzam są tylko 2 rodzaje labiryntów.

PIERWSZY z nich to labirynt służący do oszukiwania, zgładzenia, błądzenia i zatracenia. Jest to LABIRYNT FAŁSZYWY. Do tych labiryntów wprowadza się przymusowo smoka, winno się niektórych tzw. "pracodawców" (cóż za potwór... językowy!), strasznego byka czy innego Minotaura z Krety i oczywiście Ariadnę czy też jej nić... . Oni się w tych labiryntach gubią i giną mniej lub bardziej sprawiedliwie, ale za to nieodwołalnie i ostatecznie, bo po to takie FAŁSZYWE LABIRYNTY są.
- Miejmy to już za sobą i... niech tak im już co szybciej się stanie! Natychmiast.

Niemniej jednak w pierwszej kolejności taki labirynt nam jest niepotrzebny aż tak! Dość na codzień mamy własnych pokrętnie oznakowanych ulic, rozporządzeń w sprawie i wytłumaczeń polityków o tym, że bolała ich głowa gdy - mimo zimna - gołym okiem jest widać, że byli w stanie, prowadząc luksusowo oblaną niklem terenówkę czy takiż autobus, dla niepoznaki nazywany autem osobowym... .

LABIRYNTY FAŁSZYWE zbudujemy sobie za dwa lata, bo dopiero wtedy minie dwadzieścia pięć lat, czyli nastąpi pokoleniowa zmiana, bo - co naukowcy polscy udowodnili, a amerykańscy mędrcy ich w tym poparli - u nas w Polsce każde pokolenie musi mieć swoją rewolucję. Przy czym - aby było bardziej niesprawiedliwie, czyli normalnie - pokolenia wcale nie muszą mieć za każdym razem tyle samo lat.

Póki więc jeszcze nie nadszedł ich czas zbudujmy sobie drugi labirynt. DRUGI - szlachetny rodzaj labiryntu - jakim jest LABIRYNT PRAWDZIWY. O ten nam tu i teraz chodzi! ...bo On służy do tego co nam właśnie teraz najpilniej obecnie jest potrzebne: do duchowego doskonalenia się!

A wszystko mimo starożytnych nieporozumień tak naprawdę zaczęło się od gotyku. W jego francuskiej odmianie (cóż za nieprzyzwoite skojarzenie!) zdarzyło się tak. Było powszechną praktyką w tamtych czasach, aby w celu doskonalenia duchowego udać się z pielgrzymką do Ziemi Świętej.

Leniwi Francuzi zaczęli kombinować, co by tu zrobić, aby nakazom moralnym stało się zadość, a jednak do sporej mitręgi nie nakłaniać się zbytnio. I wymyślili (Za starożytnymi! Za starożytnymi!) PRAWDZIWY LABIRYNT.

Dobrze to zobrazowane jest na przykładzie cudownie gotyckiej katedry w Chartres. Jak ktoś ma trudności z dojechaniem tam, to niech uda się choćby do jakiegokolwiek innego kościoła na północ od Paryża lub do niektórych budowli świeckich w Niemczech. Tam znajdzie mnóstwo takich przykładów, od których teraz chcę zacząć operować przykładami.

Otóż w tejże sławetnej katedrze jest z płyt posadzkowych ułożony labirynt, którym na kolanach średniowieczni pątnicy podążali. Jeśli ktoś myśli, że proste to było, to niech sobie uświadomi, że trasa labiryntowa w jedną tylko stronę ma 350 metrów! Na kolanach pokonywane to daje o wiele, wiele więcej... . Więcej cierpienia i więcej głębokich myśli w odpowiednio długim odcinku czasu przeznaczonym na - w ten sposób - doskonalenie się.

A w Chartres pielgrzymi kolanami dążąc do Centrum odbywali w ten sposób nakazaną obyczajem wędrówkę, co dla starych, bezrobotnych, chromych i niebogatych było jakimś wyjściem z trudnej sytuacji w jakiej się - nie z własnej przecież winy - znaleźli... .

Tak te labirynty stały się popularne (boć i starych, bezrobotnych, chromych i biednych było sporo), że nie tylko w celu pielgrzymkowym zaczęto je stosować. Zaczęto więc wśród tych pokręconych ścian medytować na różne inne tematy, rozważać i pogłębiać się duchowo. W związku z tym rozmnożyły się one niemożliwie po świecie, a każdy kto je sobie zbuduje nadaje im własny sens.

...i tak każdy z pątników wypełnia ten czas przemierzania labiryntu po swojemu. Ten się biczuje, ów pobożnie rozmyśla, a jeszcze inny myśli tylko o słodkiej nagrodzie, jaka go czeka na progu jego luksusowego domu. Z labiryntem jak i z każdym innym narzędziem można źle postąpić i niewłaściwie go wykorzystać.

Po to jednak jest ta przemowa, abyś człecze nie pobłądził. - Czytaj więc uważnie dalej i wreszcie kiedyś przemierz choć raz jeden labirynt (a obserwuj się przy tym starannie!) a więcej się o sobie dowiesz niż z niejednej książki o obco brzmiącym tytule... . I nie jest ważne czy labirynt twój kamienny czy na kartce odręcznie narysowany... .

Na różne też sposoby ludzie labirynty wykorzystują!

Jakiś człek, budując labirynt z kamyków nad morzem, zaprzęga do tego zbożnego dzieła rzesze nierobów plażowych (Autentyczne! Często one są tam budowane!) i ma nadzieję na uduchowienie tego z natury rzeczy odpoczywającego od myślenia tłumu.

Kolejny człowiek tym razem o naturze ogrodnika sieje taki labirynt w swym rozległym ogrodzie. No dobra, już dobra! Powiem prawdę, na południu Polski takie już od dawna - właśnie na francuską modłę - hodują! ...i sam widok każdej z tych biologicznych konstrukcji do spacerowania, a do myślenia przy tym zachęca... . I automatycznie do samoczynnego duchowego doskonalenia się także!

Jeszcze inny z kolorowych płyt ładnie ustawionych na sztorc je układa. I o taki właśnie trwały labirynt mi chodzi. Ładnie rozległy, dokładnie pokrętny i z interesująco zagospodarowanym, tajemniczym Centrum w środku.

I jeszcze uwaga porządkowa: powinna być przed tym naszym Labiryntem wywieszona kartka, aby tego co w Centrum jest nie ujawniać... . Ot, niechby tam stało napisane, że "kto do tego Centrum dotrze i samowolnie powróci, niech w tajemnicy, co zobaczył, zachowa, aby innych do odwiedzenia przybytku a więc i do myślenia a medytacji zachęcić"... .

A kto nakazu tego nie usłucha, niech połamany kołem lub pławiony będzie... . A - jak powszechnie wiadomo - pławienie w naszej Wiśle to sztuka niebezpieczna, boć nie na darmo ryby się z niej dokumentnie wyniosły, lepszego losu po innych ściekach szukając... .

Sami więc widzimy jak wiele pożytków z PRAWDZIWEGO LABIRYNTU płynie! Ludzie się doskonalą duchowo, energię po świątecznie nazbyt obfitych posiłkach wytracają, dudków co sprytniejszym przybywa, aż z tego wszystkiego nasze ukochane miasto Toruń rzekami miodu i mleka ma możliwość rynsztokami spłynąć... .

A kiedy już drzwi do tego PRAWDZIWEGO LABIRYNTU po raz pierwszy zaskrzypią, niechże ten i ów co prędzej się zmityguje i nada mu trwale właściwą nazwę. I wcale się nie obrażę, gdy w ten sposób należną mi cześć się odda ;-) ...bo czyż nie wyglądałaby pięknie na lewo od wejścia (koniecznie!) marmurowa tablica z wypisanymi antykwą toruńską prawdziwie złotymi literami?

A na niej mogłoby stać skromnie:

Obserwator Toruński, on ci to piękną ideę tego Prawdziwego Labiryntu wymyślił i za to niech po wsze czasy chwała, chwała Mu będzie!

W tym miejscu mógłby ktoś nieładnie (oj, nieładnie to tak!) pomyśleć, że się o kolejny pomnik staram, skoro jeszcze z pierwszego rodacy nie zdołali się wywiązać! Otóż oświadczam uroczyście, że mi ten jeden przez mieszczan toruńskich w wiadomym miejscu przyobiecany pomnik w całości wystarczy. Ten który mam mieć "Od Wdzięcznych Rodaków" przy Łuku imieniem inż. Cezara!

...bo przecież pomnik to czy tablica i tak chodzi o p a m i ę ć .
- Tak, przyznaję się: zabiegam o Waszą pamięć.

(Uwaga! W tym miejscu za chwilę rozegra się duszeszczypatielnaja scena. Proszę przygotować odpowiednie utensylia, żeby potem w trakcie czytania np. po chusteczki do wycierania płaczu z monitora nie biegać.)

Otóż subtelne napomknienie o tablicy czy pomniku uświadomić ma delikatnie współobywatelom, wprowadzić ich do tej okrutnej wiadomości, że: MISJA MOJA JEST WYPEŁNIONĄ I... ODCHODZĘ!

A z tym odchodzeniem w niebyt właśnie związane jest to, iż bardzo, ale to bardzo chcę abyście mnie pamiętali, abym nie zniknął do szczętu w odmętach a kipielach upłynionego czasu :-).

(W tym miejscu niech kiry czarne powiewają i fanfary żałobne dmą żałośliwie! Tuba Dei niech się dostojnym dźwiękiem ozwie! Ave Maria - nieważne Schuberta, Jana Sebastiana czy Charlesa Gounoda - proszę mi na altówce zagrać... .)

Tak, właśnie tak! Mój czas się skończył. ...a jeśli który z Obserwatorów, kiedyś gdzieś tam w obcym mieście czy w innym nielitościwym państwie mnie rozpozna (oczywiście po srebrnym znaczku labiryntu w klapie!) niech się swego szczerego uśmiechu czy nawet łzy daremnej nie wstydzi.
- Wszyscy wszak w jednym zmierzamy kierunku...

...więc niech Panie noszą golfy, a panowie barchany, bo odtąd samotnie już przez życie iść będziecie a przecież ciężka zima przed nami!

Nie traćmy jednak nadziei! Wiosna przyjdzie być może kiedyś i być może nam także kanarkiem zaśpiewa! Zawsze przecież może się zdarzyć renesans, zawsze może się nam przydarzyć osobiste odrodzenie i wtedy (chociaż kraj nasz to nie Indie dzikie reinkarnacji podlegające!) można na naszą modłę powrócić Konradem czy innym Gustawem.
- Kto wie co przed każdym z nas?!

Więc jeśli masz Drogi Przyjacielu, jeśli masz dłuższą chwilkę wolnego czasu to odrób zaległości i zajrzyj do panaobserwatorowych archiwaliów. Być może powróć raz jeszcze do znanych Ci tekstów mgiełką poezji a geniuszu i szaleństwa naznaczonych ;-)

Powróć do tekstów tych raz jeszcze! Teraz już bez emocji, na spokojno ich posmakuj. Wszak nie wiadomo jak długo jeszcze świat potrwa! Nie wiadomo też, jak jeszcze długo one teksty na swym miejscu potrwają! Jeśli potrwają... .

Żegnam i zapraszam na zawsze!

Obserwator Toruński